Hnitesa... Dawniej był to najdalej wysunięty na południe szczyt II Rzeczypospolitej... Odległy rąbek, pokryta skałami oraz kosodrzewiną góra, wznosząca się na wysokość 1769 m n.p.m. narzucała się w myślach wielu eksploratorów, za sprawą mitycznego kamienia rzekomo odnalezionego przed laty przez Wincentego Pola... Wierzchołek z którego stoków pobrano symboliczną grudę ziemi na grób wodza naczelnego Józefa Piłsudskiego... Dziś miejsce to tworzy nową historię - jest jednym z punktów na grzbiecie granicznym, jednak innego już dziś państwa. Obecnie stanowi rubież pomiędzy Ukrainą oraz Rumunią, jest miejscem zapomnianym, odciętym od cywilizacji, nieoznakowanym żadnym szlakiem. Trafić tu jest niełatwo. Długa wędrówka na szczyt i dalej z grzbietu głównego w doliny to nie tylko mozolna wspinaczka oraz uciążliwe zejście po stromym stoku - innymi aspektami są: umiejętność posługiwania się kompasem oraz mapą (tutaj stara WIG-ówka z lat międzywojennych) a także wcześniejsze uzyskanie pozwolenia na wejście w pas graniczny od rumuńskiej Politia de Frontiera...

Spojrzenie ze szczytu Hnitesy

Wyprawę w pasmo graniczne Karpat Marmaroskich a ściślej w zawarte w nich Góry Czywczyńskie, planowałem już od dawna, jednak spora odległość mająca tu znaczenie z powodu braku czasu nie pozwalała przez długie lata na zorganizowanie wyprawy mimo że w innych częściach Gór Marmaroskich czy w ogóle Karpat Wschodnich bywałem już nie raz… Tyle jest do zobaczenia, zbadania i odnalezienia w górach mojego życia… dziś w końcu mam przyjemność zbadać przez wielu zapomniane, dzikie i tajemnicze Góry Czywczyńskie, które są fascynujące nie tylko ze względów wizualnych ale również historycznych. Dodatkowo niesamowite wrażenie spotęgowane jest faktem niemalże całkowitego wyludnienia na tym potężnym obszarze.

Na szczycie Hnitesy

Stosunkowo niewielu miało szczęście oglądać Góry Czywczyńskie z bliska, jeszcze mniejsza jest liczba tych którzy przebywali tam w sercu gór, na grzbiecie głównym i jednocześnie w pasie granicznym. Ogromna przestrzeń, panorama dookolna, a w promieniu wielu kilometrów żywego ducha… Choć nie, nie do końca. Tutaj kręcą się grupy rumuńskiej straży granicznej oraz być może wykonują swe patrole ukraińscy pogranicznicy poruszający się po drugiej stronie, w pasie owianej złą sławą sistiemy radzieckiej… Przemytnicy przechodzą ukradkiem między górami… Jednym słowem miejsce ciche i odosobnione, ale pełne napięcia.

Odpoczynek

Zaprosiłem na wyprawę w głąb gór dwóch solidnych druhów gotowych iść wbrew niepogodzie, wbrew niewygodom, stawiających sobie za cel: sprawdzić się, zaznać adrenaliny w miejscach niepewnych a może i niezbyt bezpiecznych. Przede wszystkim jednak odnaleźć radość z podziwiania wspaniałej karpackiej przyrody oraz odnalezienia w sobie i zaszczepienia na dobre niesamowitej pasji zwiedzania, podróżowania i odkrywania nowych miejsc, czy też zdobywania najwspanialszych karpackich szczytów… Cóż bardziej ambitnej wyprawy karpackiej wymarzyć sobie na początek nie sposób…

Pozwolenie na wejście w pasmo graniczne

Aby dostać się w rejon Hnitesy musimy otrzymać zezwolenie od komendanta straży granicznej, której budynek mieści się w niewielkim miasteczku Viseu de Sus. Na prośbę o możliwość rozmowy z szefem, podchodzi do nas wywołany przez funkcjonariusza pracownik ubrany po cywilnemu i po krótkim przedstawieniu naszego planu prosi o cierpliwość, po czym udaje się z paszportami piętro wyżej. Po niespełna 20-tu minutach wraca z formularzem który nakazuje mi wypełnić – imię i nazwisko, data urodzenia, miejsce zamieszkania, a także opis wędrówki z zaznaczeniem początkowej i końcowej daty pobytu w terenie granicznym. Czekamy około godziny, by w końcu otrzymać zgodę na papierze wraz z pieczątką.

Wspólne zdjęcie na Przełęczy Prislop, tuz przed wyjściem w głąb gór

Godzina 14:00 – Przełęcz Prislop (1413 m n.p.m.) – tutaj przepakowujemy plecaki i zwracamy się z prośbą do właścicielki pobliskiego schroniska o możliwość pozostawienia samochodu na czas naszej nieobecności. Pozytywnie usposobiona kobieta nie stwarza nam żadnych problemów, wręcz przeciwnie, wyraża wielką chęć wszelkiej pomocy. Zamawiamy więc kawę i raz jeszcze przeglądamy przewodnik oraz starą mapę.

Prislop jest miejscem szczególnym – dzieli kawałek świata na cztery części oddzielając tu od siebie dwa pasma górskie: na południu wspaniałe, majestatyczne Góry Rodniańskie oraz od strony północnej Karpaty Marmaroskie, będące oprócz Gorganów najdzikszymi górami Europy. Łączy również dwa regiony: Maramuresz na zachodzie oraz Bukowinę na wschodzie.

Jeden z ostatnich pasterzy widzianych na krańcu cywilizacji

Początkowo wędrówka nie nastręcza trudności. Mijamy od czasu do czasu szałasy pasterskie oraz niewielkie stada owiec pasące się na rozległych łąkach. Psy pilnujące nie są tu agresywne, w przeciwieństwie do tych, które spotykałem dawniej w Górach Rodniańskiech.

Ostatnia zagroda - dalej już tylko góry i las

Późnym popołudniem będąc już wysoko, docieramy do ostatniego domu który może stanowić przymusowy nocleg w razie niepogody lub utraty orientacji w terenie. Dalej jest już obszar odgrodzony od cywilizowanego świata – wprawdzie czerwony szlak pojawiać się będzie jeszcze na naszej trasie, lecz nie został on stworzony dla naszej wędrówki. Jutro zatoczy wraz z nami na pewnym odcinku półkole trawersując stoki Kreczeli (1853 m n.p.m.), po czym opadnie w dół prowadząc możliwych acz bardzo rzadko maszerujących tędy turystów na Toroiagę (1930 m n.p.m.) i dalej do Borszy – niewielkiego miasteczka posiadającego szeroką ofertę noclegową. Jutro więc będziemy od pewnego odcinka radzić sobie bez jakichkolwiek znaków turystycznych, choć przyznam że szlak który nadmieniłem powyżej, jest de facto fatalnie oznaczony, przynajmniej na pewno w dniu dzisiejszym…

Kreczela przed nami

Kreczela w oddali… Góra którą musimy obejść trawersem by dostać się na drugą stronę – tam zobaczymy pierwszy cel naszej wyprawy. Musimy jednak najpierw odnaleźć odpowiednią ścieżkę, jedną z kilku trawersujących ten długi górski grzbiet, który w całości porośnięty kosodrzewiną stanowiłby przykry i męczący odcinek w razie nieskorzystania z pożądanej przez nas ścieżki.

Na stokach Kreczeli

Mozolna wspinaczka po stokach Kreczeli nie przynosi dziś efektu w postaci odnalezienia właściwej ścieżki. Patrząc wcześniej z oddali na grzbiet widzieliśmy kilka nitek odchodzących w lewo. Z uzyskanych wcześniej informacji zawartych w opisie szlaku naszych poprzedników zdobywających Hnitesę, wyczytałem że właściwą ścieżką trawersującą grzbiet jest druga od dołu – pierwsza ma schodzić po pewnym czasie w dół potoku… Czuję że poszliśmy zbyt wysoko… Trasa ma przebiegać mniej więcej w pozycji poziomej a kolejny punkt – przełęcz znajdować się powinna na wysokości skąd rozpoczyna się ścieżka trawersująca, my natomiast jesteśmy zdecydowanie powyżej. Przekazuję tę informację kolegom, jednak dziś już jest za późno na ponowne zejście w dół, za kwadrans słońce będzie zachodzić, potrzebujemy więc teraz znaleźć w miarę równe podłoże dla naszych namiotów, by w miarę możliwości móc odpocząć przez noc.

Nocleg pod szczytem Kreczeli

Dzień kończy się – rozbici tuż poniżej szczytu rozmawiamy o jutrzejszym dniu i jak najszybszym odnalezieniu ścieżki. Proponuję aby jeden z nas zajął się wcześnie rano składaniem naszego sprzętu, drugi wykonać mógłby rekonesans wdrapując się na nieodległy wierzchołek (czy rzeczywiście kosodrzewina jest tam tak bardzo gęsta) ja natomiast chcę zejść w dół, gdyż jestem przekonany że nasza ścieżka jest naprawdę o wiele niżej niż miejsce do którego dziś doszliśmy. Póki co musimy przespać się kilka godzin – jutrzejszy dzień z pewnością dostarczy nam kolejnych, zapewne większych i niezapomnianych wrażeń…

Ciąg dalszy nastąpi

Tekst i zdjęcia: Tomasz Gołkowski

Kategorie: 
Wczytuję...
Wczytuję...

Czy wiesz, że...

W portalu Góry i Ludzie również Ty możesz zostać autorem artykułów, które przeczytają tysiące Internautów! Już dziś zarejestruj się i zacznij bezpłatnie dodawać swoje treści. To doskonała reklama dla Ciebie i Twoich górskich dokonań. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Dodaj własny artykuł

Już dziś zarejestruj się i dodawaj własne artykuły dla tysięcy czytelników portalu!

Chcę zostać autorem!

Wczytuję...