Okładka

Obiekt testowy

Mężczyzna w wieku wskazującym na zjawisko zwane „kryzysem wieku średniego” ;). Biegowe cechy charakterystyczne: problemy z odcinkiem lędźwiowo-krzyżowym kręgosłupa, 2 cm krótsza jedna noga, „wrogie” bieganiu cechy naturalne stawu kolanowego - ogólnie typ podatny na kontuzje i często je spotykający na swojej drodze.

Środowisko testowe

Las o bardzo różnorodnej rzeźbie terenu z drogami i ścieżkami utwardzonymi, piaszczystymi nieutwardzonymi. Teren często pagórkowaty. Chodniki i drogi asfaltowe.

Obiekt testowany

Hoka One One Challenger ATR 3 - buty do biegania, z założenia treningowe, główne wykorzystanie biegi terenowe / górskie z łaskawą akceptacją także nawierzchni twardych. O szczegółowych parametrach można przeczytać na stronach producenta czy sprzedawców. Osobiście skupię się na niektórych z nich w tekście, tych istotnych dla mnie i będących podstawą wyboru tego producenta i modelu.


Biegam po nizinach tylko po to, żeby biegać po górach. Wszystko co robię wokół miejsca zamieszkania treningowo, pomijając przyjemność jaką mi daje, służy przede wszystkim przygotowaniu do radości jaką odczuwam truchtając po kochanych górkach i górach. To od kilku lat nowa dla mnie forma przeżywania gór po latach tuptania po nich. Z czasem okazało się iż buty trailowe, których używałem do biegania zaczęły wypierać w górach w okresie wiosna-lato-jesień wszystkie moje „treki” i podejściówki.

Przez wiele lat biegałem z doskoku i do kolejnej kontuzji lub braku czasu. Potem przerwa, przerwa, przerwa, powrót… kontuzja lub brak czasu. W ostatnich kilku latach góry nadały cel i sens mojemu bieganiu, co przełożyło się na większą systematyczność i objętość treningową. Przełożyło się też na wcześniej nie dostrzegane problemy zdrowotne i podatność na kontuzje. Okazało się, że bieganie w nocy po lesie, o dowolnej porze dnia po twardej nawierzchni lub trasy powyżej 15 km kończą się bólami stawów kolanowych i w tzw. „krzyżu” :(. Zacząłem wdrażać wielowarstwowe procedury naprawcze :). Jedną z warstw był dobór obuwia.

Dotychczas biegałem w modelach minimalistycznych lub z raczej małą amortyzacją i niskim dropem. Nie mam do tego żadnej filozofii minimializmu czy natural run. Po prostu lubię czuć podłoże i dobrze biega mi się w takich butach. Nie biegam „z pięty” więc kiepsko czułem się w butach o dropie > 8-10mm. Moimi prywatnymi ulubieńcami ostatnio były New Balance Minimus i Nike Kiger 3. Dodatkowo należę do znacząco mniejszej grupy biegaczy z szeroką stopą w palcach, co krytycznie ogranicza wybór firm i modeli. Z żalem często musiałem rezygnować z butów, które tak były bliskie memu sercu i oku :(

I nagle musiałem znaleźć coś co będzie „maksymalistyczne”, niskodropowe i z jak największą poduszką pod stopą, tak, aby wprowadzić amortyzację do mojego życia biegowego, od razy w wersji max.

Autor: 
Hoka One One Challenger ATR3 - podeszwa, jak widać układ i kształt pozwalają wchodzić w skuteczną interakcję z różnym rodzajem nawierzchni

Tutaj po przydługim wstępie wprowadzająco-wyjaśniającym wchodzi na scenę bohater testu – Hoka One One Challenger ATR 3.

Wybór wbrew pozorom jest. Co najmniej dwóch producentów specjalizujących się w takim obuwiu i kilku posiadających modele, nad którymi warto byłoby się zastanowić. Ale dla mnie król był tylko jeden. Może to efekt braku doświadczeń z taki obuwiem, może naiwność albo owczy pęd (ogromna popularność marki wśród zachodnich ultrasów, 80-90 % światowej czołówki w biegach 24-godzinnych – podaję za Patrycją Bereznowską, która sama z wyboru biega w butach Hoka). W każdym razie tylko weryfikacja na nogach mogła króla pozbawić korony, ewentualnie zbyt wąski przód butów uniemożliwiający takową weryfikację :).

Mogłem wybrać jeden z dwóch trailowych modeli Hoka One One Speedgoat 2 lub Challenger ATR 3. Speedgoat2 przybyły do mnie na kurierskim rumaku w pięknym czarnym kolorze i podbiły wizualnie moje serce (niestety jestem starym piernikiem, który lubi klasyczne kolory i nie może się przekonać do jaskrawej mody biegowej). Tylko serce. Po założeniu czułem iż moje palce mieszczą się „o włos”. Miałem przeczucie graniczące z pewnością, że po przebiegnięciu pewnego dystansu mieścić się nie będą. Musiały więc wrócić na innym rumaku do dostawcy. Challengery dotarły czerwone, ech ciężkie życie tradycjonalisty. Ale w końcu miałem w nich biegać, a nie wyglądać. Co ważniejsze, moje stopy olały kolor i pokochały je za „wnętrze”. Od razu też zauważyłem dwie różnice między tymi modelami. Speedgoat ma bardziej agresywny bieżnik i amortyzacja jest bardziej „miękka” – widać profilowanie na bardziej skalistą wersję tras. Logika wskazywała, że w praktyce bieżnik Challengera bardziej sprawdzi się w moich codziennych wybieganiach, a „sztywniejsza” amortyzacja łatwiej pozwoli mi przejść z minimum na maxiumum pod stopą.

Już pierwszy bieg był radością. But bardzo dobrze trzymał stopę, stabilnie, bez przesunięć w zapiętku. Zero poślizgów. Kilka razy czytałem, że łatwo w nich o potknięcia, ale nie mogę tego potwierdzić. Prawdopodobnie, ze względu na wysoką podeszwę jeżeli ktoś biegnie „szurając” nogami lub tylko przerzucając nimi nad ziemią może nie wyczuć wysokości i ten centymetr – dwa więcej pod stopą robi swoje. Sam tak kiedyś truchtałem, ale ostatniej zimy poprawiając technikę zacząłem pracować kolanami do góry. Być może to jest powodem dla którego ta informacja od kilku osób i z kilku testów (z wielu przeczytanych) nie sprawdziła się. Nie martwi mnie to jakoś :)

Szybko wróciłem do biegania nocnego dodatkowo „zahaczając” o chodniki i asfalt. But okazał się bardzo tolerancyjny jeżeli chodzi o technikę biegu. W nocy często trudno do końca kontrolować pracę nóg, nagle trafiasz na dół, który w świetle latarki dołem nie był (tak zaliczyłem kiedyś jedną z kontuzji kolana), czasem dół okazuje się górką. Czasem krzywo wylądujesz. Biegając w Hoka mam wrażenie, że szepcą do mnie: „biegnij jak chcesz, my zadbamy o Twoje nogi”. I tak jest, naprawdę czuję się w nich bezpieczniej, a przypadkowe problemy z lądowaniami stóp są przez nie absorbowane.

Potwierdziły także swoją uniwersalność. Okres testowania przypadł na deszcze, błota i przymrozki. Bezproblemowo przebijały się przez kałuże, błoto, błocisko, mokry piasek, pod górkę, z górki, ale co było dla mnie zaskoczeniem, najlepiej z dotychczas używanych butów trailowych zachowywały się na asfalcie i chodnikach. Kto musi przebiec odcinek w terenówkach po asfaltowym kawałku dobiegu do lasu domyśla się o czym piszę.

Ciężkie warunki jesiennie są też testem jakości i sposobu wykonania buta. Hoka Chellenger trafiają tutaj idealnie w moje preferencje. Nie mogę się do niczego przyczepić. Spasowanie elementów, szycie, dobór materiałów, zastosowane płaskie sznurówki czy drobiazg typu pętelka na zapiętku pomagająca zakładać but na stopę – całość po prostu bardzo dobra. But łączą z minimalistycznymi sąsiadami na półce dwie cechy: waga i cholewka z siatki. Waga przy podeszwie tej wielkości jest z kategorii minimum. Subiektywnie - praktycznie nie czuję buta w ręce gdy go podnoszę. Obiektywnie – zabłocony but w rozmiarze 45 1/3 (11US) waży 305g.

Cienka siatka o zamkniętych porach z której zrobiona jest w bezszwowej technologii cholewka szybko przemaka, praktycznie od razu po wylądowaniu w kałuży czy strumieniu. Ale też od razu woda odprowadzana jest na zewnątrz i nie ma odczucia wilgoci w czasie biegu. To rozwiązanie, po wielu doświadczeniach biegowych w deszczowo-strumieniowych warunkach w różnym obuwiu bardziej do mnie przemawia. Osobiście wolę but, który szybko zbiera i szybko oddaje, niż wersję, która łyknie wodę później, ale też dużo później się jej pozbędzie, a ja będę musiał do końca biegu cieszyć się mokrą zawartością wokół stopy. Wiem, że są dwie szkoły dla tego przypadku, cieszę się, że Chellenger gra w mojej reprezentacji :)

Przestałem się też dziwić, że w jednym teście ktoś pisał jak fajnie się w nich biega ze śródstopia pomimo prawie 3 cm poduszki, a w innym jak pięknie przetacza z pięty :) Połączenie niskiego dropu z „łódkowatym” kształtem podeszwy i jej grubością (pod piętą 29 mm a pod przodostopiem 24 mm) dało efekt realizacji preferencji technicznych dla zwolenników obu stylów biegania.

Chellengery ATR 3 przedstawiane są jako buty treningowe lub startowe na dłuższych dystansach. I trochę tak jest. Sam w tym okresie intuicyjnie na wybiegania z szybkimi akcentami, podbiegami lub krótsze dystanse do 12-15km zakładałem Kigery lub Minimusy. Gdy przyszło biec z latarką, po twardym lub >15km automatycznie wsuwałem stopy w Hoki. Ale to nie znaczy, że nie są to buty dynamiczne. Przynajmniej w mojej ocenie odbieranie im tej cechy butów startowych jest krzywdzące. W ramach testowania wykonałem w nich także kilka treningów szybkościowych i realne rezultaty były takie same jak w butach definiowanych jako startowe. Odczucia faktycznie mniej. Maxi podeszwa przekładająca się na czucie powierzchni robi swoje. Trochę jednak odbiera z wrażeń ze „świstu wiatru pod stopami” :). W mojej osobistej i subiektywnej ocenie gdybym miał zapomnieć butów startowych na bieg „o złote kalesony” to chciałbym, żeby to Challengery leżały „przypadkiem” w bagażniku jako zastępstwo :). O biegach powyżej 20-30 km nie będę pisał, oczywiste jest w czym niosłyby nogi moje truchło do mety :).

Podsumowanie

Dużo było powyżej trochę z uśmiechem. Kończąc już tylko poważnie, nie zawiodłem się na Hoka One One. W praktyce potwierdziły wszystko dobre co o nich czytałem i słyszałem. Biegam w nich z przyjemnością i mimo, że mogą dla niektórych wyglądać na duże i ciężkie, z dużą lekkością. W mojej bardzo amatorskiej i osobistej opinii mogę je polecić z czystym sumieniem i pełnym przekonaniem o jakości tego produktu.

Nie umieszczam zdjęć po 100km ponieważ poza plamami błota po ostatnim wybieganiu niczym nie różnią się od momentu gdy wyjąłem je z pudełka. Zerowe zużycie, zero uszkodzeń.

Czy pomogły rozwiązać moje problemy? Część na pewno tak, kolana są im wdzięczne. Czy kręgosłup, jeszcze nie wiem. To dopiero 100 km (w chwili pisania 130). Za mało, żeby wyrokować, choć wierzę, że w połączeniu i innymi „warstwami procedur naprawczych” będę mógł w nich truchtać dystanse 80+ km bez problemów ze schylaniem następnego dnia.

Być może te 100km to powód dlaczego piszę o nich tylko dobrze. To za krótki dystans, żeby poznać wszechstronnie buty i żeby przekonać się o ich niezawodności. Ale wystarczający całkowicie, żeby wiedzieć czy chce się pokonać w nich kolejny 1000 czy ich wybór to była porażka. Hoka One One Challenger ATR 3 – liczę na minimum 1000 km z Wami :). I za 400km kolejna część testu. Lada moment nastąpi też weryfikacja w górach. Mam nadzieję, że po 500km nie zmienię opinii i tekst będzie dużo krótszy ;).


Dystrybutor w Polsce: RAVEN
Ceny: CENEO

Kategorie: 
Wczytuję...
Wczytuję...

Czy wiesz, że...

W portalu Góry i Ludzie również Ty możesz zostać autorem artykułów, które przeczytają tysiące Internautów! Już dziś zarejestruj się i zacznij bezpłatnie dodawać swoje treści. To doskonała reklama dla Ciebie i Twoich górskich dokonań. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Dodaj własny artykuł

Już dziś zarejestruj się i dodawaj własne artykuły dla tysięcy czytelników portalu!

Chcę zostać autorem!

Wczytuję...