Tatry. Słowo magiczne. Dla mnie przynajmniej. Jeśli nie pojadę tam przynajmniej raz w roku - choruję. Psychicznie choruję i nie wiem jak się z niektórych dołków podnieść. Tam wiem. Tam umiem. Nie wiem dlaczego tak jest. Może to powietrze? Może to ludzie. Może przestrzeń. Może inaczej biegnący czas. Może inne funkcjonowanie, perspektywa.

Tatry to Tatry i nikt mi nie powie, że jadąc do Zakopanego popełniam błąd tzw. lanserki. Otóż nie. Nie popełniam. Ci, którzy tak uważają jadą – owszem – do Zakopanego, tylko po co? Jadą DO Zakopanego. Ja jadę w góry! Zakopane dla mnie to tylko miejsce noclegowe, dobry punkt wypadowy w każde miejsce w Tatrach. I wcale nie w centrum. Brońcie wszelacy święci! Im dalej od cholernych Krupówek, tym lepiej. Nie jestem „Krysią” (przepraszam, to prawie rodzinne określenie krupówkowych turystów), chociaż… w tym roku był lans na oczoczepliwe z koloru „adidaski”, a ja takowe posiadawszy, mogłabym się w ten lans wstrzelić niczym Robin Hood w środek strzały. Nie o tym jednak.

Wszystko w górach jest w porządku. Do pewnego momentu. Zatłumione trasy ceprostrad w głównych dolinach (Kościeliska, Chochołowska, Strążyska) można obejść. Można pozbyć się hałasu, zagęszczenia - najzwyczajniej w świecie wchodząc na szlak. Mało kto o tym wie. Wiedzą ci, którzy przyjeżdżają w Góry. Reszta ciągnie się (i wrzeszczące dzieci, które już nie nadążają) jak dolina długa i szeroka od wejścia do schroniska. Na końcu są już tak zmęczeni, że bez bacy z dorożką, nie są w stanie wrócić o własnych siłach. Wchodząc na szlak pozbywasz się widoku panienek w baletkach, na koturnach, z lakierowanymi torebeczkami na przedramieniu w skórzanej kurtałce, w legginsach błyszczących niczym psu wiadoma rzecz na wiosnę. Pozbywasz się widoku panów w sandałkach i skarpetkach, z piwkiem w ręku i reklamówką zapasów płynnych na drogę. Omijasz, pozbywasz się i jesteś w innym świecie. Świecie ciszy, szumiących drzew, pięknych widoków, miłych ludzi witających cię zwykłym „dzień dobry” z uśmiechem na ustach. W świecie śladów niedźwiedzi, przemykających saren, kozic, maleńkich kwiatków jakich na nizinach nie ujrzysz, zapachów, których określić się nie da…

Owszem. Nie jest idealnie. Zwłaszcza latem... dlaczego? Na szlakach jest większe zagęszczenie. I można tylko po jednym rozpoznać tych, co do Zakopanego przyjechali i tych co w góry wyszli podziwiać, odpocząć… Po czym? Po tempie w jakim się poruszają. Ci, co do Zakopanego - pędzą, im szybciej tym lepiej, bo na mapie napisali 1,5 godziny do punktu, więc trzeba w 1,25. Jeży się włos na głowie i nie tylko, kiedy czuję oddech i nerwowe tupanie za swoimi plecami, a ścieżka ma szerokość 40cm, skałę z jednej i przepaść z drugiej. Denerwuję się, kiedy słyszę pośpieszające mruczenie, pytanie czy mogę przepuścić… Mogę!!!! Fortunę mogę przepuścić, ale pana/panią - teraz nie, bo niby gdzie?! Strome zejście na podobnej ścieżce, gdzie masz do wyboru lekki zjazd na zadku, albo wciąganie się na cholerną ścianę i co? Dyszący poganiacze, którzy na głowę, przez głowę niemal ci lezą, bo muszą cię wyprzedzić. Muszą. Tak po prostu. Ja nikomu nie zabraniam chodzenia szybciej niż ja. Nikomu. Jednak na szlaku jedna minuta oczekiwania, aż „starsza” pani zsunie tyłek po tej cholernej ściance, to nie jest dużo. Zwłaszcza, że pani ma lęk przestrzeni i każdy mało przemyślany jej ruch, posadzenie zadka może skończyć się źle. Bardzo źle.

Ludzie. Ktoś, kiedyś napisał bardzo mądrą rzecz: Po górach chodzi się wolno, a później jeszcze wolniej!!! Święta racja. I bezpieczniej, i więcej można zobaczyć. W ogóle można coś zobaczyć. Bieganie po szlaku… czemu to służy? Większość na pytanie gdzie byłeś/byłaś odpowie – owszem – w górach. Na kolejne pytanie „I jak tam widoki?” Odpowie: „Jakie widoki?” Jest jeszcze jedna opcja tych, którzy przyjeżdżają do Zakopanego: „Gdzie byłeś?” „W Zakopanem.” „I jak tam góry?” „Jakie góry???” Właśnie. Po co ten pęd? Punkt na mapie - zaliczony - kolejny - odhaczony - następny. Tak to się po szlakach w większości przypadków „chodzi”. A ja nie. Ja lubię tam się pogapić, tu się zapatrzyć, tam pstryknąć 15 zdjęć, gdzie indziej 29, ówdzie przysiąść, zamknąć oczy i uspokoić to co nie było do uspokojenia, jeszcze gdzieś dotknąć zimnych skał… Wlec się po szlaku, zapamiętywać widoki, zapachy… Głupie, nie? Owszem. Jestem głupią turystką, która nie biega po górach, która szlak na mapie oznaczony czasem przejścia 1,5 godziny, potrafi wlec się 3… Przepraszam, mnie się nie spieszy, ja nie zaliczam kolejnego punktu z mapy…

W Tatrach czas idzie swoją drogą, swoim rytmem i nie można mu stawać okoniem. Nie za bardzo przynajmniej. Więc… nie dysz kochany młodszy turysto "cioci" za plecami i pamiętaj, że nie każdy goni po kozich ścieżkach równym tempem, nie każdy idzie w góry po to samo. Dziękuję :)

Kategorie: 
Wczytuję...
Wczytuję...

Czy wiesz, że...

W portalu Góry i Ludzie również Ty możesz zostać autorem artykułów, które przeczytają tysiące Internautów! Już dziś zarejestruj się i zacznij bezpłatnie dodawać swoje treści. To doskonała reklama dla Ciebie i Twoich górskich dokonań. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Dodaj własny artykuł

Już dziś zarejestruj się i dodawaj własne artykuły dla tysięcy czytelników portalu!

Chcę zostać autorem!

Wczytuję...