Łukasz Tulej na planie "Naturalnie Polska" Sezon III fot.arch.Andrzej Stawiński

Punkt odniesienia
Lubię chodzić. Doceniam to. To że mogę, że mam sprawne nogi, to że odpoczywam chodząc, że zwiedzam świat z bliska. Wychowywałem się u schyłku PRL, gdy ludzie mieli dwie pary butów: na co dzień i od święta, a ze sportowych były jeszcze „pepegi”, czyli polska odmiana trampek. W zimę były Relaksy, a jak ktoś miał znajomego w wojsku to i wojskowe „zające” można było zdobyć. W sklepach turystycznych i składnicach harcerskich dostępny był sprzęt na każdą okazję, ale wybór producentów ograniczony do Polsport i Legionowo (upraszczając). Nogi mam niemal zawsze obute w porządnego trepa. No, miałem.

   Z czasem i kilometrami dojrzałem, by zadbać bardziej o komfort stóp i jakość obuwia. Stąd niemal bez wahania przyjąłem do testów współczesne buty hikingowe. Długowieczne, skórzane kamasze poszły do szafy, na rzecz membran, poliestrów i większej wygody. Odważny krok jak na zwolennika materiałów naturalnych..

   Ponieważ teren w którym pracuję jest zróżnicowany (od pustyni przez bagna i lasy, po granie), to nie chcę kupować dedykowanych butów do każdego otoczenia. Pod tym względem oczekuję także pewnej uniwersalności. Chcę zminimalizować ilość par w mojej małej szafie, nie lubię mieć za dużo zarówno w domu jak i w plecaku.


   Oczywiście skwar pustyni to zupełnie co innego niż zaparowana selva i siłą rzeczy trudno znaleźć tu inny kompromis niż sandały – ale to zupełnie nie zadowalające mnie rozwiązanie.

  Dziś wchodząc do sklepu sportowego mam tak ogromny wybór, że pod każdą dyscyplinę sportu i rekreacji znajdę dedykowane obuwie. Przytłaczająca ilość informacji utrudnia wybór, a ja po prostu chce wygodnie chodzić wszędzie. Nie jestem technologiem, Niech będą z papieru.  Byle działały.

Co jest dla mnie istotne?
W butach zwracam uwagę na kilka elementów, wybierając dla siebie coś do codziennej pracy.
Szukam najczęściej czegoś uniwersalnego, gdzie kompromisy współgrają np. waga kosztem wytrzymałości, wytrzymałość kosztem wagi, fifty-fifty etc. Najczęściej wybieram wytrzymałość na uszkodzenia mechaniczne (rozdarcia, przetarcia itd.).
Wygoda noszenia. Jeśli wkładam stopę do buta, to od razu mam czuć komfort. Przy tak olbrzymim wyborze produktów, but musi być od razu dopasowany do stopy, a nie „rozchodzę i będą dobre” (choć i tak przed trekiem warto zrobić kilka kaemów testowo)
Łatwość wiązania. Jak mam już but, to nie znoszę gdy za każdym wkładaniem stopy do buta, muszę na nowo podciągać sznurówki od dołu i mozolnie dopasowywać wiązania do kształtu podbicia, szerokości stopy etc. Wiązanie i sznurowanie buta ma być proste i szybkie, powtarzamy to wielokrotnie podczas dnia. Szkoda czasu.
Łatwość zdejmowania. Jakże oczywiste, żeby pod koniec i w środku dnia w końcu zrzucić buty i dać stopom odpocząć. Jakże frustrujące jest, gdy jakaś sznurówka uwięzi stopę i trzeba ją specjalnie luzować, żeby tego buta ściągnąć. Szczególnie gdy musimy szybko się obuwia pozbyć.
Wszyty język. W butach terenowych ważna sprawa, żeby piach i woda nie dostawały się szparami do środka. Mały kamyczek potrafi zatrzymać człowieka.
Podeszwa. Najlepiej dotychczas sprawdzały się Vibram lub podobne. Zarówno w butach wojskowych, jak i trekkingowych. Trzymają się kory drzewa, suchego i mokrego kamienia (ale nie glonów!). Na chodniku i asfalcie też się nie poślizgnąłem. Na etapie wybierania wpatruję się i dedukuję , czy podeszwa zbyt szybko nie odpadnie od buta.
Wodo-wytrzymałość. Nie szukam kaloszy, ale chcę przejść w bród strumień, do połowy kostek, ochlapać but i nie czuć przy wilgoci. Jeśli będę mógł stać do  kostki w potoku, to już w ogóle bomba.

Łukasz Tulej na planie "Naturalie Polska" sezon III fot.arch.Andrzej Stawiński


Przygoda ze „Ściganym” (Fugitive)

Mija rok i parę tysięcy kilometrów odkąd zacząłem przygodę z Summit Katowice i marką ASOLO. Okiem laika można postawić te buty na półce z Salewa, Maindl itd., ceną i jakością są zbliżone.

 Używam trzech modeli: Fugitive GTX, Megaton GV i TPS na zimę. Na planie zdjęciowym podczas kręcenia różnych epizodów Naturalnie Polska dla Planete+, uratowały mi nieraz skórę, bo jako prowadzący muszę schodzić ze szlaków, żeby w obrazku ładnie to wyglądało. Błoto, ciernie, jeżyny, śnieg, glina, skały, powalone drzewo – nieważne, trzeba tam pójść z właściwą gracją, nie ślizgać się, nie potykać.
W pracy zawodowej jest trochę podobnie. Dobry test dla podeszwy i wytrzymałości mechanicznej materiałów.  Buty traktuję również jako narzędzia: do odgarniania ściółki, wyrównywania nierówności terenu, łamania gałęzi, przecierania ścieżek. Fugitive GTX najczęściej mi towarzyszyły i po kilku tysiącach km i toną zmagań wyglądają tak:

Fugitive GV ASOLO po testach fot.Łukasz Tulej

Muszę przyznać, że gdy teraz patrzę na zdjęcia to doceniam ich wytrzymałość, mimo uszczerbku który powstał podczas ciężkich prac nożnych. Początkowo były wodoodporne wręcz, ale skrajności pogodowe w jakich te buty były używane i bark konserwacji w trakcie wypraw zmniejszyły te właściwości.
Andy i peruwiańska selva z jednej strony, z drugiej pustynia i skwar i żwir, kamienie, piach. O ile w selvie absolutnie nie miały prawa się sprawdzić (z wyjątkiem podeszwy), to w pozostałych regionach i terenach było doskonale. Zaskakująco dobrze spisały się zimą na pustyni, latem na graniach, na mokrych nawierzchniach w deszczu lub strumieniu.

Wady są?- “don’t teke your shoes…”

W mojej opinii dużą wadą butów z materiałów syntetycznych, jest ich specyficzna woń. Może stąd w autobusach zwożących trekkerów często widać tabliczki „do not take off your shoes”… W używanych przeze mnie modelach skórzanych efekt nie występował. No, nie w takim natężeniu. Używam butów po kilkanaście godzin na dobę przez np. miesiąc, dając stopom wytchnienie co jakiś czas. Zdejmując buty nie powinniśmy wytwarzać negatywnego mikroklimatu. Podczas przesiadki ze skóry na syntetyk odkryłem, że warto stosować skarpety antybakteryjne, które niwelują kwestię zapachu. Bambusowe włókna, srebro, merynosy – rozwiązań jest wiele, ale my o butach..
 
Podoba się, czy się nie podoba?

Fugitive GV Asolo po trestach fot.Łukasz Tulej

Odnosząc się do elementów na które zwracam uwagę  podczas wyboru obuwia, Fugitive wypadają całkiem nieźle:

uniwersalność – o tak, zarówno terenowa jak i pogodowa/klimatyczna
wygoda noszenia – znów tak i to na wysokim poziomie
łatwość wiązania – tak, jest wystarczająca. Osiągnięto kompromis.
łatwość zdejmowania - tak, jest wystarczająca.
wszyty język – tak!
podeszwa – tak, jest i spisuje się naprawdę dobrze na większości powierzchni
wodo wytrzymałość – tak, była duża

Fugitive GV ASOLO po testach fot.Łukasz Tulej

 

Jako aktywny użytkownik tej marki jestem ciekaw ile na mnie wytrzymają te buty. Póki co sprawują się bardzo dobrze, przynajmniej w takim zakresie jakim od nich oczekuję. W zasadzie stanowią dla mnie obuwie codzienne i chyba tylko w takie gorące lato jak tegoroczne przerzucę się na coś lżejszego. Może wspomniane wcześniej Megatony?

 

Wczytuję...
Wczytuję...

Czy wiesz, że...

W portalu Góry i Ludzie również Ty możesz zostać autorem artykułów, które przeczytają tysiące Internautów! Już dziś zarejestruj się i zacznij bezpłatnie dodawać swoje treści. To doskonała reklama dla Ciebie i Twoich górskich dokonań. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Dodaj własny artykuł

Już dziś zarejestruj się i dodawaj własne artykuły dla tysięcy czytelników portalu!

Chcę zostać autorem!

Wczytuję...