U nas rano o ósmej – podsumował Grześ. Po chwili dodał – jedziemy razem na dwa auta i wracamy razem. Nikt nikogo nie zostawia.

Błędne Skały - startujemy...

Po wycieczce w Górach Opawskich i zdobyciu Biskupiej Kopy przyszedł czas na Góry Stołowe - 853 m. n.p.m.

5 sierpnia 2017 z samego rana ruszyliśmy z Justyną, Żanetą, Leną i Julią oraz z naszymi Przyjaciółmi: Grzesiem i Mariolą oraz ich córką Darią w stronę Błędnych Skał. Nasza druga wyprawa w góry. Grześ i Mariola ogromnie nam pomagali z Julią, która najbardziej potrzebowała pomocy i wsparcia. Za każdym razem liczyliśmy się z tym, iż trzeba będzie nosić ją na rękach. Pogoda nam dopisała. Najciężej było podczas odcinku drogi przed samym wejściem na Błędne Skały. Momentami dla Julii i Leny była to wspinaczka po mniejszych i większych skałach. Dziewczyny brały przykład ze starszej Darii. Była dla nich przykładem i nawet momentami starszą siostrą. Towarzystwo w osobach Przyjaciół było przednie. Wędrówka po lesie i w końcu... po tych wspaniałych skałach jakie stworzyła natura. W pewnym momencie doszedłem do wniosku, iż nazwa tego miejsca nie powinna nosić Błędnych Skał a raczej Obłędnych Skał.

Błędne Skały

Dziewczyny chciały wchodzić prawie w każdą szczelinę. Były momenty, kiedy baliśmy się o nie same. Ścieżka, która prowadziła pomiędzy skałami, szczelinami dawała niesamowite i niezapomniane widoki. Nigdy nie widzieliśmy na żywo takich skał o takich formach.

Na Kurzej Stopie poczuliśmy się jak w filmie przygodowym Indiany Jones. Odkrywamy dla nas samych niesamowite miejsca w Polsce. Lena i Julia skakały po skałkach jak młode kozice. Chciały wszędzie wejść i mieć wszędzie zdjęcia. Po kilku latach bardzo miło wspomina się takie wycieczki i oglądanie zdjęć. Zgranie towarzystwa podczas wycieczki było na wysokim poziomie – jeden drugiego pilnował, by nikt nie zgubił się. Oczywiście, największy nacisk na dzieci kładliśmy. Po zejściu w dół i opuszczeniu Błędnych Skał byliśmy zmęczeni.

Błędne Skały - Pod Kurzą Stopą
Błędne Skały - Żaneta

Była to popołudniowa godzina. Choć wyczerpani przygodą, czuliśmy w pewnym stopniu niedosyt. Dziewczyny po raz drugi udowodniły, iż mogą wiele. Duma mnie rozpierała. To co? - spytałem z uśmiechem – idziemy na Szczeliniec Wielki? Wszyscy na mnie popatrzyli. Spodziewałem się odmowy, lecz zaskoczyli mnie. Tak! - jednogłośnie zdecydowali. Wsiedliśmy do swoich aut i przemierzyliśmy kilka kilometrów. Zaparkowaliśmy w miejscu, gdzie było widać na horyzoncie Szczeliniec Wielki – jak ogromny płaski stół. Tam pójdziemy – rzekłem do dzieci - w jeden dzień dwa szczyty: powyżej 800 metrów i 900 metrów. To będzie już wyczyn dla Waszych nóżek.

I ruszyliśmy...

Szczeliniec Wielki w tle - druga część przygody.

Szczeliniec Wielki o wysokości 919 m. n.p.m. to najwyższy szczyt pasma Gór Stołowych w Sudetach.

Ile tu schodów! - krzyknęła Lena. Z każdą godziną było coraz ciężej. Dały się nam we znaki Błędne Skały. Jednak postanowiliśmy nie zrezygnować. Chwilami widziałem w oczach Justyny ogromne zmęczenie, lecz starała się nie okazywać jak i również tego, iż wątpi. Ja sam dochodziłem nawet kilka razy do wniosku, iż dwa szczyty w jeden dzień to chyba za dużo. Zwłaszcza, iż mieliśmy dwa nieprzyjemne momenty. Najpierw Lena upadła na kamień i lekko stłukła kolano.

Szczeliniec Wielki - Żaneta na tarasie widokowym

A potem już podczas ostatniego zejścia z tarasu widokowego niefortunnie acz boleśnie upadła sama Justyna. Prowadziła wtedy Julię. Mała poślizgnęła się i chcąc ją utrzymać, sama upadła. Rozbite kolano i otwarta rana. Ból pokazał się jej nawet na twarzy i utrzymywał się do samego zejścia ze Szczelińca. Utykała. Na szczęście była w miarę sprawna fizycznie, by mogła o własnych siłach zejść. Jej odwaga, wytrzymałość utwierdziły mnie tylko w przekonaniu, jak jest nie tylko kochaną osobą ale także jak wiele może zrobić dla nas wszystkich. Choć było mi przykro patrząc na nią, to chwilami żałowałem drugiej części wycieczki w tym dniu. Poobijane kolano Leny, rozbite kolano Justyny, zmęczona Julia i wręcz marudząca już Żaneta – chyba ja sam podłamałem się moralnie. Ale musieliśmy zejść. Nie mieliśmy innego wyjścia. Czas zejścia wydłużał się niemiłosiernie.

Szczeliniec Wielki - taras widokowy

Lecz kiedy udało się zejść i stanęliśmy na parkingu przed autem, nie chciałem dać po sobie poznać, lecz w środku drżałem. Nie chciałem, by wszyscy zobaczyli jak w oku kręci mi się łza. Dzień był pełen przygód, niefortunnych zdarzeń, nawet momentami bolesnych. I choć byłem dumny ze swoich dziewczyn po raz kolejny, to znowu mnie czegoś nauczyły. Nie tylko zdobyły dziś dwa szczyty, ale one same wyniosły się na szczyt swoich możliwości. Nie tylko fizycznych ale także moralnych. Trudne i ciężkie sytuacje uczą, jak dawać sobie radę i wspierać się wzajemnie. Jesteście niesamowite – powiedziałem już w domu po powrocie – nie dlatego, jakie dziś szczyty zdobyłyście, ale za to, jaki macie charakter i za to... jakie jesteście.

Tworzymy zespół. A reszta przychodzi sama, pokazując, jakie macie dusze i serca. Dziękuję Wam za kolejny dzień życiowej nauki. Dziś zdobyłyście szczyty swoich uczuć, wytrwałości i miłości.

Szczeliniec Wielki - taras widokowy

Dziękuję Justynie, Żanecie, Lenie i Julii.

Podziękowania również dla Grzesia, Marioli i Darii. Byliście ogromnym wsparciem dla nas a zwłaszcza dla dzieciaczków.

Szczeliniec Wielki - widok na jednym z tarasów
Wczytuję...
Wczytuję...

Czy wiesz, że...

W portalu Góry i Ludzie również Ty możesz zostać autorem artykułów, które przeczytają tysiące Internautów! Już dziś zarejestruj się i zacznij bezpłatnie dodawać swoje treści. To doskonała reklama dla Ciebie i Twoich górskich dokonań. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Dodaj własny artykuł

Już dziś zarejestruj się i dodawaj własne artykuły dla tysięcy czytelników portalu!

Chcę zostać autorem!

Newsletter

Bądź na bieżąco! Zapisz się na nasz newsletter i otrzymuj raz w tygodniu listę najnowszych artykułów i newsów.

Wczytuję...