Okładka

Póki idziemy szeroką, wygodną drogą - sytuacja jest w miarę prosta i zgubić się trudno. Chociaż - dla chcącego nic trudnego, byli przecież i tacy, którzy pogubili się na szosie do Morskiego Oka. Można? Można.

Załóżmy jednak, że wybieramy mniej uczęszczany szlak. Albo nawet i nie szlak - często wiele ciekawych miejsc jest poza szlakami i warto z tych szlaków zejść. Oryginalny widok, polana z pełnym uroku szałasem, ciekawe odsłonięcie skał, mało znany wodospad, jaskinia - to wszystko może być nagrodą za trud opuszczenia utartego szlaku. Jak się zatem przygotować do takiego off-roadu?

Co wolno, a co nie?

Na początek - kwestie prawne. Czyli - kiedy wolno zejść ze szlaku? W parkach narodowych, jak chyba wszyscy wiemy - bezwzględnie nie wolno. Ale one stanowią stosunkowo niewielką część naszych gór. Parki krajobrazowe, obszary chronionego krajobrazu obszary Natura2000 - generalnie, tu nie ma nakazu poruszania się wyłącznie po znakowanych szlakach. Rezerwaty - to już różnie bywa; jeśli nie jesteśmy pewni, załóżmy, że ze szlaków się nie schodzi.

Gdy już zatem wiemy, co wolno, a co nie - ruszamy na spotkanie z przygodą.

Twój przyjaciel - mapa

Pierwsza sprawa, chyba dość oczywista - musimy mieć ze sobą mapę terenu, w którym chodzimy. I jeśli trzymamy się szlaków znakowanych, choćby i mało uczęszczanych - to często wystarczy. Oznakowanie szlaków jest na ogół na tyle dobre, że z pomocą mapy bez trudu dojdziemy, gdzie chcemy. Są, oczywiście wyjątki - prace leśne, wiatrołomy mogą utrudnić odnalezienie szlaku lub też sprawić, ze iść się nim po prostu nie da. Wtedy często zmuszeni jesteśmy do zejścia ze szlaku, czy tego chcemy, czy nie.

Gdy planujemy - lub choćby dopuszczamy - że część wycieczki będzie się odbywać ścieżkami nieznakowanymi, warto zabrać kompas. On pomoże nam wyznaczyć kierunek północy, a zaraz potem - dowolny kierunek, w którym mamy zamiar iść. Z pomocą mapy powinniśmy teraz bez trudu znaleźć odpowiednią drogę, ścieżkę, strumień, jezioro - co tylko chcemy.

Jednak w rzeczywistości nie wygląda to tak prosto. Aktualność mapy czasem pozostawia wiele do życzenia. Mapa sprzed dwudziestu lat - to już zabytek. Ale nawet i później wydane mapy są aktualizowane jedynie częściowo i w wielu miejscach przedstawiają stan sprzed dwudziestu lat. Przez ten czas wiele się mogło zmienić: zarosły niektóre drogi, nowe drogi powstały, na polanie wyrósł las, który dziś tworzą piętnastoletnie drzewa (czyli dość wysoki las, żaden tam młodnik), a w innym miejscu wycięto las i pojawiła się polana. A na tej polanie, na przykład, zbudowano trzy domki letniskowe - bo czemu nie?

Najpewniejszą rzeczą jest rzeźba terenu - góry, przełęcze, doliny strumieni zasadniczo nie zmieniają swojego położenia, a jeśli nawet z jakiegoś powodu dojdzie do drastycznych zmian (np. powstanie kamieniołom, który "zje" część góry) - to są to przypadki rzadkie i zachodzące w dość długim czasie.

Idziemy zatem drogą, ale pilnie zwracamy uwagę na rzeźbę terenu, na to, czy idziemy pod górę, czy na dół czy też niemal "po poziomicy". Informacje z mapy o tym, gdzie jest las, a gdzie łąka - traktujemy jako informację dodatkową.

Odległości, kierunki...

Następna kwestia - odległości. Z mapy wynika, że powinniśmy skręcić w trzecią dróżkę odchodzącą w prawo. Ale, jak mówiłem - ilość dróżek mogła się nieco zmienić od czasu, gdy powstawała mapa. Dobrze byłoby zatem znać odległość - powiedzmy, że z mapy wynika, że drogą idziemy 350 m, potem chcemy skręcić. Skąd mamy wiedzieć, ze przeszliśmy już te 350 m?

Jeśli odległość jest mała - tak do pół kilometra, możemy to ocenić po liczbie kroków. Przeciętny krok człowieka o wysokości około 2 metry ma długość jednego metra, zatem dla większości z nas jest to nieco mniej, niż metr. Zatem idziemy sobie i liczymy. Zwykle, wygodniej, niż pojedyncze kroki - jest liczyć parokroki, czyli co drugi krok. Taki parokrok - można bezpiecznie przyjąć, że jest to nieco mniej, niż dwa metry, w praktyce 1,7-1,9 m. Zatem w przykładzie powyżej, gdy planujemy skręcić po przejściu 350 metrów - liczymy te parokroki i gdy doliczymy do 180, stajemy się czujni. Jeśli doliczymy do 220, a ścieżki ni widu, ni słychu - to znaczy, ze ścieżka zarosła i musimy wymyślić inną drogę. Lub - po prostu iść przez las na rympał, jeśli nie jest zbyt gęsty.

W przypadku, gdy naszą drogą mamy iść dłużej - powiedzmy, dwa kilometry - nikt kroków liczył nie będzie, bo i tak się na pewno pomyli. Wówczas lepiej przyjąć, że średnia prędkość piechura przy spokojnym tempie marszu to tak 4-5 km/h. Czyli, wracając do przykładu z dwoma kilometrami - idziemy sobie i co jakiś czas spoglądamy na zegarek. Gdy minie 25 minut - zaczynamy się rozglądać. Jeśli minęło 35 minut i ciągle nie widać ścieżki (chociaż nie robiliśmy po drodze dłuższego postoju) - to, jak wyżej: pewnie ścieżka zarosła, trzeba wymyślić coś innego.

A propos pomyłek...

Jak dojść do schroniska?

Załóżmy, że sytuacja jest jak wyżej. Jesteśmy w punkcie oznaczonym czerwoną kropką, a chcemy dojść do schroniska (chatki, wiaty - łotewa) oznaczonej symbolem domku. Mamy mapę, wyznaczamy azymut i... idziemy w kierunku czerwonej strzałki? Absolutnie nie! Dlaczego? Bo duża szansa, że nasze położenie odczytaliśmy bardzo "mniej-wiecej", kierunek - też "na oko" - i lekko się rozminiemy ze schroniskiem. Dotrzemy wtedy nad strumyk - i dylemat gotowy - iść w górę rzeki czy w dół? W takiej sytuacji lepiej z premedytacją wybrać "zły" kierunek i iść np. według wskazań zielonej strzałki. Wiadomo, że dojdziemy do strumyka poniżej schroniska. Nie wiadomo do końca, ile poniżej - ale wiadomo jak trafić - dochodzimy do brzegu strumyka, skręcamy w lewo - i wcześniej lub później na drodze stanie nam schronisko.

Jeszcze o kierunkach

Na pewno każdy słyszał o "harcerskich" metodach wyznaczania północy w terenie. Mech na drzewie, szerokość słojów, mrowiska... Tak?

To zapomnijcie o tych sposobach. I to szybko.

Mech na drzewach - rośnie po tej stronie, gdzie jest więcej cienia. Jeśli zatem napotkamy samotne drzewo na rozległej górskiej łące, to można przyjąć, że będzie bardziej omszone od strony północnej. Ale już drzewo na skraju lasu będzie silniej porośnięte mchem od... strony lasu właśnie. Może to być strona północna, a może być i południowa, wschodnia... Dowolna.

Podobnie ze słojami. Przyrosty drzewa są większe od strony zacienionej, bo odpowiadają za nie hormony roślinne zwane auksynami. A światło słoneczne je niszczy. Ot i cała tajemnica. Co zatem pozwalają wyznaczyć "harcerskie metody określania północy"? Kierunek, z którego średnio dociera najmniej światła.

Jak zatem wyznaczyć kierunki świata, gdy nie mamy kompasu? Najskuteczniejsza jest metoda "na zegarek". W skrócie - jeśli mamy zegarek ze wskazówkami - kierujemy wskazówkę godzinową na Słońce, wtedy dwusieczna kąta miedzy dwunastką wskaże nam południe. Należy tylko pamiętać o dwóch rzeczach... Po pierwsze - kąty są dwa - więc przed dwunastą wybieramy ten na prawo od wskazówki godzinowej, a po dwunastej - na lewo. I trzeba jeszcze pamiętać, że latem posługujemy się nie swoim czasem, lecz wschodnioeuropejskim. Wtedy zamiast dwunastki musimy użyć jedynki.

Wyznaczanie kierunku południowego przy użyciu zegarka ze wskazówkami (o godzinie 15:40)

A jeśli się zgubimy?

To jest kilka tricków, które pozwolą dotrzeć do jakiejś cywilizacji. Niekoniecznie tam, gdzie byśmy chcieli, ale odpadnie nam chociaż problem nocowania w lesie. A zimą - to potrafi być problem.

  • Jeżeli trafiliśmy na jakiś strumyk - idźmy wzdłuż niego, zgodnie z jego biegiem. Będzie się łączył z innymi strumykami, one - z jeszcze innymi, powstanie coraz większy potok, który w końcu doprowadzi nas do jakiejś miejscowości lub drogi.
  • Ze ścieżkami leśnymi jest podobnie - idźmy tak, aby na każdym skrzyżowaniu wybierać najszerszą. Istnieje duża szansa, że trafimy w końcu na jakąś cywilizację.
  • Jeżeli nie mamy pod ręką strumienia, a ścieżki są ogólnie jakieś takie niewyraźne - idźmy w dół. Wsie częściej znajdują się w dolinach, niż na szczytach.
  • Jeżeli teren nie ma wyraźnego spadku, i nie ma też strumienia w pobliżu (lub ciurka on tak, że trudno w sumie ocenić, w którą stronę) - idźmy po prostu w jednym kierunku. Idąc prosto, dotrzemy w końcu do strumienia, rzeki, drogi, szlaku czy wsi. I tu uwaga - niby prosta sprawa, ale trzeba mieć świadomość, że człowiek jest zaprogramowany przez naturę do chodzenia w kółko. To nie żart - wystarczy, że jedna noga jest mni-minimalnie silniejsza od drugiej - i już stawia dłuższe kroki w podobnych warunkach - a to wstęp do tego, żeby ruszyć po obwodzie, dużego bo dużego, ale jednak koła. Warto zatem wybierać jakieś charakterystyczne punkty w określonym kierunku (np. wysokie lub krzywe drzewo) - i do nich, po prostu iść. Potem następny punkt. Potem następny, mniej-więcej współliniowo z dwoma poprzednimi. I tak dalej.

Na koniec - życzę wszystkim udanych wypraw mniej utartymi ścieżkami, niezapomnianych przeżyć i bezpiecznych powrotów.

Kategorie: 
Wczytuję...
Wczytuję...

Czy wiesz, że...

W portalu Góry i Ludzie również Ty możesz zostać autorem artykułów, które przeczytają tysiące Internautów! Już dziś zarejestruj się i zacznij bezpłatnie dodawać swoje treści. To doskonała reklama dla Ciebie i Twoich górskich dokonań. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Dodaj własny artykuł

Już dziś zarejestruj się i dodawaj własne artykuły dla tysięcy czytelników portalu!

Chcę zostać autorem!

Newsletter

Bądź na bieżąco! Zapisz się na nasz newsletter i otrzymuj raz w tygodniu listę najnowszych artykułów i newsów.

Wczytuję...