Autor: 

„Każdy ma jakiegoś bzika, każdy jakieś hobby ma…
A ja kocham góry”

Słowa piosenki której uczą się dzieci w przedszkolu nie raz towarzyszyły mi podczas górskich wędrówek. Zwykle towarzyszyły mi, gdy szedłem na szczyt samotnie. Takie też było wyjście na Golem Korab (Maia Korabit) – Dach Macedonii i Albanii.

Pomysł wejścia na Golem Korab zrodził się w mojej głowie przy okazji wejścia na Galdhopiggen w Norwegii, już wtedy kupiłem tanie bilety z Berlina do Skopje. Do Berlina z Warszawy udało mi się dotrzeć za jedyne 20zł polskim busem.

Realizacja planu wejścia od początku nie napawała mnie optymizmem. Po pierwsze nikt ze mną tam nie wyjdzie, po drugie masywy Szar płanina oraz Masyw Korab na granicy Macedonii i Albanii to rzadko uczęszczane miejsca na Bałkanach i brakuje dokładnych map tego terenu.

Lądując w Skopje w nocy 9 października chciałem jak najszybciej dostać się do Parku Narodowego Mavrovo, gdyż tam wyrastał dach macedońsko-albański Golem Korab.

Pokonując 80 kilometrów, zasypiam, gdzieś na przydrożnym parkingu 5 kilometrów od jeziora Mavrovo.

Rano budząc się około godziny siódmej przemieszczam się w rejon wsi Nistrovo, pokonując dwie bardziej strome serpentyny moją wypożyczoną „polówką” stwierdzam, iż dalej muszę iść pieszo. mijając niezbyt zamieszkałą albańską wieś i jej główny całkiem bogaty jak na warunki wiejskie meczet. Ku mojemu zdziwieniu do wsi dojeżdżają samochody osobowe a nie terenowe.

Zmierzając tak w pełni pasterskim szlakiem docieram do rozdroża we wsi Zuznje.

Wsi to za dużo powiedziane gdyż dwie chaty z wybitymi szybami i zrujnowane stodoły stanowią o sile tej wioski. Bardziej jest to noclegownia dla pasterzy, którzy chcieliby odpocząć po trudach wypasania owiec na stromych stokach Masywu Korab.

Kierując się szlakiem pasterskim docieram do granicy lasu, tak ze wszystkich stron otaczają mnie wcale nieprzyjazne psy pasterskie.

Niestety muszę użyć kija i kamienia, gdyż słowem i krzykiem nic nie wskóram w obronie własnego tyłka. Nawoływania pasterza też nic nie pomagają

Autor: 
img_1688.jpg

Przebijając się przez granicę lasu docieram do wysokości 1800 metrów nad poziomem morza i już wiem że dziś szczytu nie zdobędę.

Autor: 
img_1677.jpg

Moja wymyślona ścieżka z radzieckiej mapy do łatwych nie należy, a mijany pasterz uprzejmie oznajmia mi że potrzeba pięciu godzin na wyjście.

Z wielkim żalem więc zawracam, gdyż wiem że prognoza nie jest optymistyczna. Przez następne trzy dni będzie badał deszcz, co w górach może wróżyć tylko jedno – opady śniegu.

Żegnam więc Nistrovo oraz Park Mavrovo i kieruję się do m. Tetovo typowo albańskiego miasta na terenie Macedonii. Próżno tu szukać flag Macedonii, próżno znaleźć osoby którą porozumiewa się po Macedońsku, no chyba, że w hotelu, pełno tu sklepów ze złotem i biżuterią oraz straganów z wyrobami typowymi dla kultury albańskiej Tetova oraz oddalonego o 60 kilometrów Skopje.

Gdy z okna hotelowego w centrum Tetova widzę prześwit w gęstych chmurach, już wiem, że nie mam nic do stracenia, trzeba ruszać aby przeprosić się z górami i należycie je przywitać podczas mojego krótkiego pobytu.

Wracam więc około godziny dwunastej do Parku Narodowego Mavrovo. Mijam po drodze parę z Polski, która wracała z rejonu szczytu Korab, za wiele od nich się nie dowiaduję, gdyż łapią stopa Do Skopje. Jedynie mogę się domyślać, że trafili na najgorsze warunki z możliwych.

Jadę już szutrówką moją polówką i zastanawiam się kiedy skończy się moja wygoda przed dodarciem do Strezimira, gdyż tutaj znajduje się początek szlaku. Zostawiam samochód około osiem kilometrów od Strażnicy policyjnej. Ruszam pieszo. Jest godzina piętnasta, a więc do zachodu słońca pozostało około trzech godzin.

Autor: 
img_1759.jpg

Docieram do opuszczonego budynku w którym kiedyś stacjonowało wojsko, a gdzie dziś możemy spotkać opiekunów tego miejsca. Dobre to miejsce na nocleg, lecz Ja jednak idę dalej, sam, zupełnie sam

Przez las wiedzie błotnista ścieżka pełna śliskich korzeni. Narzucam tempo by dotrzeć jak najwyżej i tak docieram kamienistymi serpentynami przecinanymi urwistymi potokami do zabudować chat pasterskich. Pełen doświadczeń z psami pasterskimi szukam pasterza i jego owiec, lecz na próżno.

Wychodzę więc dalej i już wiem, że to tutaj będzie moje miejsce na nocleg.

Gdy już rozkładam namiot wraz z karimatą i śpiworem słyszę dźwięk dzwoneczków. Wychodzę więc

z mojego namiotu, aby przywitać się z gwizdającym na mnie pasterzem. Z rozmowy dowiaduję się, że nic mi nie grozi ze strony jego psów, lecz także składa mi propozycję noclegu w swojej chacie. Gdybym, nie skorzystał już wcześniej z takiego noclegu wcześniej w Rumunii, byłbym pełen obaw. Mając jednak w planie nocno-górskie zdjęcia odmawiam kuszącej propozycji pasterza albańskim „falieminderit”.

Nie żałuję tej decyzji, mimo panującego przymrozku niebo jest piękna i tylko dla mnie.

Autor: 
img_1891.jpg

Budząc się rano Korab wita mnie bezchmurnym niebem oraz mocno świecącym wschodzącym słońcem.

Ruszam więc w drogę wspierając się mapą z wikilok, gdyż oznaczenia PZA nikną na wysokości pod puchem świeżego śniegu, a ściągnięta z Internetu radziecka mapa, nie odzwierciedla tego terenu w stu procentach. Dochodzą do wysokości 2300 metrów, moim oczom ukazuję się długa kilkukilometrowa ścieżka prowadząca pod Korab. Tutaj zaczynają się prawdziwe schody. Świeżego śniegu jest całkiem sporo, a zapadanie się w śniegu po kolana bądź po pas wcale nie ułatwia dalszej wędrówki.

Nabieram wodę z ostatniego już spotkanego mroźnego potoku. Wychodząc już na większą stromą grań przed szczytem zakładam raki, gdyż tutaj śnieg staje się bardziej zmrożony oraz śliski.

Resztkami sił pokonuję już ostatnią długą prostą na szczyt. Jestem na nim sam zupełnie sam o godz. 13.15 Moim oczom ukazuję się bajkowa panorama Masywu Korab, Szar Płaniny Gór Przeklętych ze Soluńską Glavą oraz Alpami Dynarskimi.

Autor: 
img_1768.jpg

Okrzyk radości na szczycie i powrót by zdążyć przed zachodem do samochodu. Jak się okazuje od noclegu wchodzę na szczyt około 4 godzin 45 minut. Powrót jest stromy i trudny technicznie. Lecz o wiele łatwiejszy gdyż teraz pomagają mi własne wydeptane ślady.

Autor: 
img_1891.jpg

Teraz mogę zachwycać się bezkresem gór w pięknej październikowej scenerii. Ciemno-brązowe połoniny pokryte świeżą narzutą puchowego śniegu, który w starciu ze słońcem robi się jak miękka kołderka. Mijam też kolejnego pasterza albańskiego, który to opiekuje się macedońskimi owcami bowiem tubylcy lepiej płacą. On też proponuję mi kolejny nocleg w chacie. Lecz i jemu odmawiam z myślą o jak najszybszym dotarciu do samochodu i docelowo kąpieli i wyleczeniu zakwasów dnia następnego.

Autor: 
img_1841.jpg
Autor: 
img_1866.jpg

Do samochodu docieram w niecałe cztery godziny, by opuścić Park Mavrovo udając się na nocleg do Skopje.

Informacje praktyczne

  • PRZELOT: Berlin – Skopje – Berlin – 120zł
  • DOJAZD do Berlina: Polski BUS - 40 zł
  • Baza noclegowa duży wybór hoteli i pensjonatów w przystępnej cenie za noc: TETOVO: HOTEL LIRAK – 105 zł za noc ze śniadaniem, SKOPJE: HOTEL KAPISTEC – blisko do KRZYŻA MILLENIJNEGO - 100 zł za dobę ze śniadaniem.
  • Wypożyczenie samochodu na tydzień około 700 zł z ubezpieczeniem.
  • Waluta Macedonii denar 1zł – około 15 denarów
  • Będąc w Skopje grzechem jest nie odwiedzić targów warzywnych oraz Starego miasta.
  • Po Macedonii korzystałem z Mapy wydawnictwa Freytag&Berndt, w górach z GPSU oraz tracków na aplikacji Wikiloc.
  • Mapy dostępne na Internecie pozostawiają wiele do życzenia.
Ładowanie...
Ładowanie...

Czy wiesz, że...

W portalu Góry i Ludzie również Ty możesz zostać autorem artykułów, które przeczytają tysiące Internautów! Już dziś zarejestruj się i zacznij bezpłatnie dodawać swoje treści. To doskonała reklama dla Ciebie i Twoich górskich dokonań. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Dodaj własny artykuł

Już dziś zarejestruj się i dodawaj własne artykuły dla tysięcy czytelników portalu!

Chcę zostać autorem!

Newsletter

Bądź na bieżąco! Zapisz się na nasz newsletter i otrzymuj raz w tygodniu listę najnowszych artykułów i newsów.

Ładowanie...