Autor: 
Licencja: 
PD

W przeciwieństwie do "Diabelskiego wschodu Słońca w bieli" którego już piąta edycja będzie w połowie lutego przyszłego roku, na tę wycieczkę nie organizuję "wielkiego pospolitego ruszenia" ;)

To w zamyśle było takie osobiste ukoronowanie roku, emocjonalne pożegnanie dwunastu miesięcy w górskim stylu. Ale jednak przecież góry to ludzie, wspaniali i przyjacielscy, to i tutaj też nie chodzę sam. Tym bardziej jeśli idą z Tobą dwa "Diabelskie wariaty" to po prostu musi być fantastycznie ;)

W tym roku ostatecznie chęć powalczenia z nadmiarowymi gramami tłuszczu nagromadzonego przez dwa dni świąt wyraziła czwórka chętnych. Ostatecznie pojechaliśmy w trzy osoby i było jak zawsze fantastycznie, choć tym razem nie mieliśmy okazji podziwiać pięknych górskich panoram, w ogóle nie mieliśmy okazji podziwiać nic poza mgłą i chmurami szczelnie otulającymi Królową Beskidów. Ale w niczym nam to nie przeszkadzało!

Wyjazd o 6:30 z Krakowa był w sam raz. Na przełęczy Bory, która jest granicą jednego z dwóch zlewisk w Polsce, którego wody spływają nie do Morza Bałtyckiego (w tym konkretnym przypadku do Morza Czarnego), zatrzymaliśmy o równej godzinie wschodu Słońca, jednak poza najbliższymi domostwami nie było widać nic więcej.

Autor: 
Licencja: 
PD
20161225_02.jpg
Panorama na Babią Górę z Przełęczy Bory o wschodzie Słońca...

Dojazd do przysiółka Lipnicy Wielkiej zwanego Stańcowa był w miarę bezproblemowy, chociaż czym bliżej Babiej Góry tym śniegu było więcej, także na drodze, potem pojawił się nawet lód, ale sprawnie dojechaliśmy do parkingu, którego... nie było, gdyż był całkowicie przykryty białą, mokrą i ciężką pierzynką. Po pierwszym zakopaniu się w śniegu i ostatecznym wyjechaniu/wypchaniu (nie potrzebne skreślić) postanowiłem "zaparkować" wzdłuż drogi, aby wieczorem gdy wrócimy nie było problemu z wyjechaniem.

Autor: 
Licencja: 
PD
20161225_03.jpg
Ciężko wywalczony nasz osobisty parking ;)

Po kilku przejazdach tam i z powrotem przebraliśmy się i po pamiątkowym zdjęciu ruszyliśmy ku Słowacji.

Autor: 
Licencja: 
PD
20161225_05.jpg
Ostatnia fotka przed wyruszeniem w trasę.

Szlak był całkowicie nieprzetarty, co w połączeniu z mokrym i ciężkim śniegiem oznaczało, że będzie wesoło. Dotarcie do granicy polsko-słowackiej, tradycyjna "słitfocia"...

Autor: 
Licencja: 
PD
20161225_06.jpg
Takie tam "słitfocie"...
Autor: 
Licencja: 
PD
20161225_07.jpg
...na granicy ;)

...i trasa lekko w dół, wzdłuż dość mocno porywistego potoku który utworzył się na drodze, "umilając" nam swoją obecnością trasę.

Autor: 
Licencja: 
PD
20161225_09.jpg
Droga była ciężka i mokra ;)
Autor: 
Licencja: 
PD
20161225_10_2.jpg
Przecieranie szlaku to ciężka harówa!

 

Autor: 
Licencja: 
PD
20161225_11.jpg
A ja pójdę sobie po Waszych śladach ;)

Tradycyjne śniadanko w wiacie której zawsze zazdrościłem Słowakom - u nich infrastruktura w masywie Babiej Góry (i nie tylko zresztą) jest po prostu zrobiona pod turystów, co u nas niestety nie jest tak dobrze rozwinięte.

Autor: 
Licencja: 
PD
20161225_12.jpg
Wiata = śniadanko!
Autor: 
Licencja: 
PD
20161226_r_1.jpg
Widok z wiaty...

Ale ponieważ święta trwały, więc nie zabrakło również i pysznego piernika ;)

Autor: 
Licencja: 
PD
20161225_13.jpg
Uśmiechy jak widać...
Autor: 
Licencja: 
PD
20161225_14.jpg
...dopisywały ;)

Dojście do żółtego szlaku...

Autor: 
Licencja: 
PD
20161225_15.jpg
Wałki folii na polach przy szlaku.
Autor: 
Licencja: 
PD
20161226_r_2.jpg
Piękne widoki dookoła nas... ;)
Autor: 
Licencja: 
PD
20161225_16.jpg
Doszliśmy do żółtego szlaku!

...i pierwszy szok - w wieży na której rok temu stała lorneta... stwierdziliśmy jej brak - cóż, chyba zbyt blisko polskiej granicy...

Autor: 
Licencja: 
PD
20161225_18.jpg
Wieża jest, lornety nie ma...

Oczywiście nie wiemy kto ją "zawinął", ale jej brak niestety był początkiem "minusowania" słowackiego żółtego szlaku w tym roku.

Autor: 
Licencja: 
PD
20161225_19.jpg
Ten drogowskaz pokazuje do góry czy na dół?
Autor: 
Licencja: 
PD
20161225_21.jpg
Historyczny już drogowskaz ;)

Drugi duży minus który mnie osobiście bardzo zaskoczył, to brak odbudowania zarwanego w zeszłym roku wiszącego drewnianego mostku, którym prowadził żółty szlak.

Autor: 
Licencja: 
PD
20161225_22.jpg
Tu schodził szlak na mostek...
Autor: 
Licencja: 
PD
20161225_24.jpg
...który teraz niestety...
Autor: 
Licencja: 
PD
20161225_25.jpg
...wygląda tak... :(
Autor: 
Licencja: 
PD
20161225_23.jpg
Szlak idzie na około, niestety...

Słowacy zawsze byli znani z tego, że szybko i sprawnie naprawiają wszelką infrastrukturę turystyczną, a tutaj taki klops...

Autor: 
Licencja: 
PD
20161225_26.jpg
A za mostkiem zaczyna się ostrzejsze podejście w górę.
Autor: 
Licencja: 
PD
20161225_28.jpg
Mostek, niestety już na szlaku...

Dalsza droga była już mocno pod górę...

Autor: 
Licencja: 
PD
20161225_31.jpg
A więc w górę!
Autor: 
Licencja: 
PD
20161225_32.jpg
Śnieżna czapka ;)

...i z każdym krokiem czułem coraz większy odpływ sił... Dosłownie jakby mi ktoś odjął z 90% mocy...

Autor: 
Licencja: 
PD
20161226_r_4.jpg
Czasami nawet była spora jak na ten dzień widoczność ;)

To było o tyle dla mnie samego dziwne, bo ostatni raz, aż tak kiepsko mi się szło cztery lata wcześniej, ale wtedy ponad 39-cio stopniowa gorączka tłumaczyła wszystko. A tutaj czułem się dobrze, ale całkiem bez mocy... Podejrzewam, że ślimak wyścigowy czy żółw tego dnia poruszałyby się szybciej ode mnie...

Autor: 
Licencja: 
PD
20161226_r_5.jpg
Zlodowaciałe rzeźby
Autor: 
Licencja: 
PD
20161226_r_6.jpg
I znów wstępujemy w gmłę czy też mgłę...

A, że pozostała dwójka ma świetną i żelazną kondycję, to sporo musieli się na mnie naczekać przy kolejnej wiacie na Stavinach. Ale wcześniej była jeszcze druga wieża, również z lornetą, która dzięki temu, że jest dość wysoko to dalej cieszy swoją obecnością i w pełni służy turystom. Choć sama lorneta tego dnia nie była do niczego z oglądaniem widoków przydatna.

Autor: 
Licencja: 
PD
20161225_34.jpg
Druga wieża już (a może jeszcze...)...
Autor: 
Licencja: 
PD
20161225_35.jpg
...z lornetą!
Autor: 
Licencja: 
PD
20161225_36a.jpg
Wiata na Stavinach
Autor: 
Licencja: 
PD
20161225_37.jpg
Taaaaak... jeszcze tylko 450 metrów w górę.

Czym wyżej tym ciężej się szło, śladów jakby było coraz mniej i z tęsknotą wracałem myślami do wycieczki sprzed trzech lat, gdy cały szlak był przez Słowaków przejechany skuterami, dzięki czemu szło się naprawdę fajnie. Rok temu również szlak był bardzo dobrze ubity, ale i śniegu było zdecydowanie mniej.

Autor: 
Licencja: 
PD
20161225_38.jpg
Najciekawsza tablica na szlaku im. Milo Urbana i chodniku Jana Pawła II.
Zwracają uwagę historyczne zdjęcia schroniska Beskidenverein.
Autor: 
Licencja: 
PD
20161225_39.jpg
Lodowe rzeźby - ciąg dalszy.

Idąc dalej w pewnym momencie zadzwonił Raffee, że ślady nie idą obok wiaty, więc ku niej zboczyli i zostawili mi strzałki na śniegu oznaczające, w którym momencie mam skręcić za nimi. Problem jednak był taki, iż w momencie tegoż telefonu byłem już dobre kilkaset (no dobra, może kilkadziesiąt..) metrów dalej od owych hieroglifów, a przy obecnej swojej kondycji, czy też "kondycji" zupełnie nie uśmiechało mi się wracać, więc ustaliliśmy, że... spotkamy się na szczycie ;)

Autor: 
Licencja: 
PD
20161225_40.jpg
Lodowa choinka.

Trzeba zaznaczyć, że żółty słowacki szlak w zimie różni się trochę od swojego standardowego niezimowego wytrasowania. Mianowicie od przed ostatniej wiaty szlak jest poprowadzony tzw. "Zimną cestą" - przy owej wiacie odbija do góry i dochodzi do granicy i naszego czerwonego szlaku w okolicach Zimnej Przełęczy. Niedługo potem minąłem szóstkę Słowaków idących od szczytu, którzy pocieszyli mnie, że jeszcze jakieś 200-300 metrów i będzie szczyt. A w tej mgle która spowijała całą Babią Górę widoków nie było żadnych. Cóż, ich ocena okazała się dość daleka od prawdy, bo miałem jeszcze dobry kilometr marszu przed sobą. Po dojściu do czerwonego szlaku szło się już lepiej, choć zlodowaciały całkowicie szlak wymagał bardzo dużej dozy czujności i ostrożności, zwłaszcza przy końcowym podejściu na szczyt Diablaka.

Autor: 
Licencja: 
PD
20161225_41.jpg
Na grzbiecie było naprawdę lodowo pod każdym względem.
Autor: 
Licencja: 
PD
20161225_44.jpg
Opatulony szczelnie lodem...
Autor: 
Licencja: 
PD
20161225_45.jpg
... słupek graniczny.
Autor: 
Licencja: 
PD
20161225_46.jpg
Wszędzie wszystko skute lodem na amen...
Autor: 
Licencja: 
PD
20161225_48.jpg
...co tworzyło piękne kompozycje...
Autor: 
Licencja: 
PD
20161225_50.jpg
...od których nie można było wprost...
Autor: 
Licencja: 
PD
20161225_51.jpg
...oderwać oczu.

Dzięki temu, że poszedłem po śladach okazało się, że to (o dziwo) ja byłem pierwszy na szczycie! Kilka zdjęć i można było się rozłożyć pod murkiem.

Autor: 
Licencja: 
PD
20161225_52.jpg
Szczyt!!!
Autor: 
Licencja: 
PD
20161225_53.jpg
Główny słup drogowskaźnikowy na szczycie Diablaka w lodowo-śnieżnej szacie.
Autor: 
Licencja: 
PD
20161225_54.jpg
Śnieżnie, mrocznie, wietrznie i zimno - ot Królowa Beskidów czyli Babia Góra.
Autor: 
Licencja: 
PD
20161225_59.jpg
Murek na Diablaku bez ludzi - rzadki widok ;)

Jak to zazwyczaj na Diablaku bywa, wiało dość konkretnie.

Raffee z Beatą mieli jednak naprawdę ciężką trasę przed sobą, całkowicie nieprzetartą, stąd nie dziwi fakt, że dotarli później na szczyt. Ale mieli za to świetny ubaw...

Autor: 
Licencja: 
PD
20161226_r_7.jpg
Co? Ja nie dam rady?! ;)
Autor: 
Licencja: 
PD
20161226_r_8.jpg
Jasne, że dam radę!!
Autor: 
Licencja: 
PD
20161226_r_9.jpg
"Słitfocia" z lodowym drzewkiem ;)
Autor: 
Licencja: 
PD
20161226_r_14.jpg
Piękny lodowy krajobraz po drodze ;)
Autor: 
Licencja: 
PD
20161226_r_15.jpg
Słupek jakby należał do tych zimnych o lodowym sercu... ;)
Autor: 
Licencja: 
PD
20161226_r_17.jpg
Lodowa ławeczka to jest to!
Autor: 
Licencja: 
PD
20161226_r_18.jpg
Nasza wiata - znów zasypana, choć nieco inaczej niż w 2013 roku!
Autor: 
Licencja: 
PD
20161226_r_19.jpg
;)
Autor: 
Licencja: 
PD
20161226_r_20.jpg
:)

Gdy doszła pozostała dwójka uradziliśmy, że nie ma co za długo zabawiać na szczycie, pamiątkowe zdjęcia...

Autor: 
Licencja: 
PD
20161226_r_23.jpg
Murek szczytowy - dotarliśmy!!
Autor: 
Licencja: 
PD
20161226_r_24.jpg
Murek w taką pogodę jest nieoceniony!
Autor: 
Licencja: 
PD
20161225_60.jpg
Pamiątkowe fotki...
Autor: 
Licencja: 
PD
20161225_61.jpg
... pod murkiem...
Autor: 
Licencja: 
PD
20161225_62.jpg
...i przy głównym słupie...
Autor: 
Licencja: 
PD
20161225_63_12.jpg
...na szczycie Babiej Góry ;)

...uraczenie się jeszcze jedną porcją pysznego piernika świątecznego, po krokieciku i ruszyliśmy w kierunku zielonego szlaku do Lipnicy, który był... całkowicie nie przetarty (no myślałby kto!?).

Do ruiny po schronisku Beskidenverein dotarliśmy dość szybko...

Autor: 
Licencja: 
PD
20161226_r_25.jpg
Szybki sposób dotarcie do ruin Beskidenverein ;)

... i potem była zabawa w ciuciubabkę z palami wskazującymi w zimie którędy jest poprowadzony szlak.

Autor: 
Licencja: 
PD
20161226_r_26.jpg
Od tyczki do tyczki ;)

Po dotarciu do jedynej na naszym szlaku wiaty (o dziwo nie było takiego syfu jak zazwyczaj tam panuje, co dość mile nas zaskoczyło) przyszedł czas na kawę, gdyż na szczycie za bardzo wiało aby próbować uraczyć się płynną kofeiną.

Autor: 
Licencja: 
PD
20161226_r_27.jpg
Kawa z mleczkiem na wycieczce z Meteorem musi być!
Autor: 
Licencja: 
PD
20161226_064.jpg
Pacz jakie masz fotki zrobione!
Autor: 
Licencja: 
PD
20161226_065.jpg
No i gdzie mi tu z tą lampą znów po paczałkach??!!
Autor: 
Licencja: 
PD
20161226_066.jpg
Kawa już się robi...
Autor: 
Licencja: 
PD
20161226_067.jpg
...pełną parą! ;)
Autor: 
Licencja: 
PD
20161226_r_28.jpg
Klimatyczne fotki...
Autor: 
Licencja: 
PD
20161226_r_29.jpg
...w wiacie :)
Autor: 
Licencja: 
PD
20161226_r_30.jpg
Klimat zresztą robił się sam! ;)

Ostatnie metry wycieczki były już nawet trochę wydeptane, dzięki czemu ciut łatwiej się szło.

Autor: 
Licencja: 
PD
20161226_069.jpg
To już koniec zielonego szlaku - dotarliśmy niemal do punktu wyjścia!

Koniec końców dotarliśmy z powrotem do auta i bez problemów wyjechaliśmy z naszego prowizorycznego parkingu.

Autor: 
Licencja: 
PD
20161226_r_32.jpg
Droga z powrotem na początku była biała i lodowa zarazem ;)

I tak w gościnnych jak zawsze progach Królowej Beskidów spędziliśmy ten dzień. Wycieczka była fantastyczna, towarzystwo jak zawsze świetne - jednym słowem zakończenie sezonu turystycznego w tym roku możemy uznać za w pełni dokonane!

Z górskim pozdrowieniem.

Meteor.

Nie przegap promocji w sklepach outdoorowych!

Poniżej znajdują się najbardziej gorące promocje (powyżej 30%) z polskich sklepów outdoorowych. Jeśli lista z jakiegoś powodu się nie załadowała, zajrzyj na listę okazji w Decathlonie i Mall.pl.

Ładowanie...
Ładowanie...

Czy wiesz, że...

W portalu Góry i Ludzie również Ty możesz zostać autorem artykułów, które przeczytają tysiące Internautów! Już dziś zarejestruj się i zacznij bezpłatnie dodawać swoje treści. To doskonała reklama dla Ciebie i Twoich górskich dokonań. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Dodaj własny artykuł

Już dziś zarejestruj się i dodawaj własne artykuły dla tysięcy czytelników portalu!

Chcę zostać autorem!

Newsletter

Bądź na bieżąco! Zapisz się na nasz newsletter i otrzymuj raz w tygodniu listę najnowszych artykułów i newsów.

Ładowanie...