Kaukaz. To do jego skał bogowie przywiązali niepokornego Prometeusza, który ukradł z niebios ogień i podarował go ludziom. Kaukaz. To on mnie zawsze fascynował i hipnotyzował. Nie tyle Alpy, nie Pireneje, ani nawet Himalaje, co właśnie Kaukaz. Może związane jest to związane z kręgiem moich zainteresowań: w końcu od zawsze ciągnęło mnie na Wschód.

Kazbegi.

W planach był samodzielny wyjazd we wrześniu, ale że plany są dobre na papierze, a w życiu lubię spontaniczne decyzje pod wpływem chwili, były dwa tygodnie w formie wycieczki objazdowej last minute. Główną zaletą wyjazdu była różnorodność możliwości poznania. Od ośnieżonych szczytów Wysokiego Kaukazu, poprzez żyzne pola Kachetii (to stamtąd pochodzą najlepsze szczepy winogron, z których robi się narodowy napój bogów − wino), adżarskie wybrzeże Morza Czarnego, aż do ormiańskich wyżyn i półpustynnych krajobrazów rodem z obcej planety tuż przy granicy z Azerbejdżanem. Kaukaz nie jest jednorodny i to właśnie pociąga: każdy znajdzie coś dla siebie.

Kachetia.

15 dni, 2 kraje, ponad 3500 km, 3200 zdjęć i setki tysięcy milionów wrażeń i wspomnień. Podbój Kaukazu: Gruzja i Armenia: odsłona pierwsza, ale nieostatnia.

Gdybym miała powiedzieć, co w czasie tych dwóch tygodni podobało mi się najbardziej, od razu wypaliłabym: Kazbegi i cała Swanetia. Czyli, jakby na to nie patrzeć, pasma Wysokiego Kaukazu, ciągnące się tuż przy granicy z Rosją, tyle, że po dwóch przeciwległych końcach Gruzji.

Pocztówka z Mestii.

Sama pochodzę z południa Polski, z Beskidów. Z okna pokoju codziennie widzę Babią Górę, a przy dobrej widoczności nawet i Tatry; poczuwam się do bycia nie tyle rdzenną góralką, ile na pewno „człowiekiem gór”. To moje tereny, moje przestrzenie gdzie czuję się jak wolny ptak: nic, tylko wzbić się i szybować nad górami. Jednak nasze góry – w tym najwyższe Rysy (2499m n.p.m.) – to przy pasmach Wysokiego Kaukazu jedynie skromne pagórki.

Do Kazbegi prowadzi szlak zwany GDW – Gruzińska Droga Wojenna −, wybudowany przez Rosjan w XIX wieku, kiedy to ekspansja Kaukazu znajdowała się w zenicie. Szalenie kręte serpentyny, powolne nabieranie wysokości i krajobrazy, które autentycznie zapierają oddech. Przy całej GDW ilość miejsc, przy których warto się zatrzymać, wyskoczyć na spacer lub krótki, acz intensywny trekking (polecam wodospady Gveleti, 10 km za Kazbegi), lub po prostu usiąść i napawać się widokiem – jest znaczna.

Kazbegi.

W okolicach GDW znajduje się popularny ośrodek narciarski − Gaudari −, tłumnie oblegany (logiczne – zwłaszcza zimą) przez wszelakie kaukaskie nacje. Jeden Gruzin przekonywał mnie:

— Przyjedź zimą koniecznie na narty!
— Ale ja nie umiem jeździć na nartach!
— To Cię nauczymy!
— Ale ja się boję!
— Damy Ci czaczy*, to się nie będziesz bać i Cię nauczymy!

Czacza – gruziński bimber, 50-70%.

W kontakcie człowieka z górami wszystko wydaje się być takie małe. I miasta, i wsie, i ludzie, a przede wszystkim wszystkie problemy. Na tym właśnie polega cały urok gór. Naprawdę. Patrząc na t a k i e góry człowiek, ze swoimi jakże często wydumanymi problemami jest o t a k i malutki. Jak ziarnko piasku. Magia gór tkwi w ich niesamowitej charyzmie i sile. Hipnotyzują, kuszą, ale i uspokajają. Patrząc na nie, usilnie wspinając się coraz wyżej i wyżej, zdobywając kolejne wzniesienia, człowiek staje się – chyba po prostu – bardziej szczęśliwy.

Uszguli.

Kiedy naszym celem było dotarcie pod najwyższą górę Gruzji (i trzeci szczyt Kaukazu, tuż po Elbrusie i Dych-Tau), − Szcharę − aż po sam jęzor lodowca miałam okazję obserwować tę relację w usilonej formie. Pogoda zmieniała się jak w kalejdoskopie: deszcz nas nie ominął, ale, na szczęście, burza już tak. Droga pod Szcharę, bardzo przyjemny, acz nieco ekstremalny spacerek, udowodniła mi jedno: jestem na Krańcu Świata. W tak cudownym odludziu, − miejscu praktycznie nietkniętym ręką człowieka, gdzie władzę absolutną niepodzielnie, od wieków i na wieki sprawuje Matka Natura −, jeszcze nie byłam.

Trzy minuty przed deszczem.

Rwące strumyki i całkiem spore górskie potoki, przez które suchą stopą ciężko przedostać się na drugą stronę, wokół pełno błota, bujna roślinność, na czele z górującym nad ścieżką barszczem Sosnowskiego – bez traperów i kurtki ani rusz. Olbrzymie baldachimy, potężne liście i sięgające nawet trzech metrów łodygi sprawiały dziwaczne wrażenie w połączeniu z widniejącym jęzorem lodowca – niczym ekspresjonistyczne obrazy rodem z innej planety.

Chciałam dotknąć śniegu, jednak dojście do lodowca okazało się nie takie proste, jak założyłam, a z racji tego, że ciężkie chmury nad Szcharą kłębiły się jak nad kotłem czarownic, zrezygnowałam z tego pomysłu, pod nosem szepcząc: „Następnym razem to zrobię.”

Szchara.

Siła żywiołu. Nie pozostaje nic innego, jak chylić czoła.

Na żywioł.

W tym miejscu warto wspomnieć o wszechobecnych w Gruzji koniach, które są święte i wielbione, zwłaszcza przez górali. Święte również są krowy, które w dzień chodzą i pasą się, gdzie chcą, a na noc samodzielnie (!) wracają do domostw, ale to już inna bajka. Kiedy w Kutaisi autobusem wyruszaliśmy spod lotniska, na małym skwerze przed wejściem pasł się koń. Zobaczyłam tego konia w porannej mgle i od razu nabrałam pewności, że to będzie dobry czas w Gruzji. Jeden chudy koń stał się zwiastunem najlepszych dwóch tygodni w moim życiu.

Na Wysokim Kaukazie już z dawien dawna kwitnie kult dżygita. Dżygit- z reguły chłopak, powiedzmy − kaukaski ideał mężczyzny: odważny, z fantazją, nad życie kochający konie, dodałabym: taki odpowiednik polskiego ułana. Jedzie sobie taki dżygit, kapelusz ściągnie, zawadiacko się uśmiechnie, ściągnie wodze, schyli się i zerwie gałązkę, a potem zerwie się galopem i popędzi przed siebie, że nawet aparatu nie zdąży się wyciągnąć i tyle go widział. Taka to gorąca krew w kaukaskich narodach płynie…

Na zakończenie tego pięknego czasu w Swanetii mieliśmy jeszcze jedną, "nadprogramową wycieczkę: wyjazd w górę wyciągiem narciarskim. Stwierdziłam, że "po Gruzji" praktycznie całkowicie wyzbyłam się dwóch lęków:

  • lęku przed lataniem (mówiłam już, jak cudownie było??)
  • lęku przed wysokością i tym, że zaraz spadniemy. Żadne kręte drogi nad przepaścią nie są już mi straszne. Adrenalina pozostaje, ale nie przemienia się ona w paraliżujący strach, a specyficzne ssanie w dołku wkrótce staje się przyjemne i nawet z zdwojoną siłą pozwala cieszyć się widokami.

Góra Uszba, którą podziwiałam po wjeździe kolejką, ze względu na kształt szczytu nazywana jest często Matterhornem Kaukazu. Zdobycie Uszby nie należy do łatwych. Słyszałam opinię, że jak ktoś chce popełnić samobójstwo, a nie jest doświadczonym alpinistą, to może spróbować wspinać się na Uszbę. Trochę straszne, ale całkowicie prawdziwe.

Mestia.

Mam wrażenie, że ten wjazd i zjazd kolejką był kwintesencją całej gruzińskiej wyprawy i całego "wchłaniania" Kaukazu Wysokiego. Zdałam sobie sprawę, że jestem okropnym szczęściarzem, móc takie rzeczy podziwiać na żywo.

Co dał mi ten wyjazd?

Wiele wrażeń, wiele uśmiechu i radości. Doszłam do wniosku, że jakaś spokojna (a w każdym bądź razie uspokojona) wróciłam. Kaukaz dał mi masę pozytywnej energii, a od Gruzinów przejęłam fragment ich cudownej mentalności:

NIC SIĘ NIE MARTW I NIE PRZEJMUJ SIĘ!
NIC NA SIŁĘ - WSZYSTKIEMU SWÓJ CZAS!
I WSZYSTKO BĘDZIE DOBRZE!

Niczym życiowe mantry, którymi trzeba się kierować, niczym drogowskazami. Musiałam to sobie aż zapisać i zakreślić, by lepiej weszło do mojej szalonej głowy.

Na sam koniec dostałam od Niko, naszego kierowcy, interesującą radę na przyszłość:

"A jak nie znajdziesz wymarzonej pracy, to przyjeżdżaj do nas, do Gruzji. Tu Ci męża znajdziemy i wszystko będzie dobrze!"

Najpierw jednak spróbuję tutaj, w Polsce.

No ba, przecież musi się udać. Wiadome, że wszystko będzie dobrze!

Wczytuję...
Wczytuję...

Czy wiesz, że...

W portalu Góry i Ludzie również Ty możesz zostać autorem artykułów, które przeczytają tysiące Internautów! Już dziś zarejestruj się i zacznij bezpłatnie dodawać swoje treści. To doskonała reklama dla Ciebie i Twoich górskich dokonań. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Dodaj własny artykuł

Już dziś zarejestruj się i dodawaj własne artykuły dla tysięcy czytelników portalu!

Chcę zostać autorem!

Newsletter

Bądź na bieżąco! Zapisz się na nasz newsletter i otrzymuj raz w tygodniu listę najnowszych artykułów i newsów.

Wczytuję...